Piękno czy zdrowie? A może jedno i drugie? O kosmetykach i toksynach słów kilka

Kosmetyki. Często już w pierwszych minutach dnia z nich korzystamy, myjąc twarz i zęby. Potem bierzmy prysznic i doprowadzamy do porządku swoje włosy. Przed wyjściem z domu stosujemy antyperspirant, krem do twarzy, rąk oraz coś co ułoży ten cały bałagan na głowie. Nie wspominając o makijażu w przypadku kobiet – to przynajmniej kilka kolejnych różnego rodzaju środków upiększających. Sumując zbiera się nam pokaźna liczba specyfików, których używamy na sobie. A to tylko poranek…Czy stosując kosmetyki jesteśmy świadomi jak ich skład wpływa na nasze ciało? Czy ogólnodostępne kosmetyki zawierają bezpieczne dla nas substancje?

Wystarczy odwiedzić kilka popularnych drogerii i spojrzeć na półki. Prym nadal wiodą marki z kosmetykami, które niejednokrotnie, oficjalnie zostały skrytykowane za ilość trujących specyfików w ich składzie. Te badania i artykuły bez większego problemu można znaleźć chociażby w sieci. Tematem bardzo obszernie zajmuje się m. in. francuska organizacja konsumencka UFC Que Choisir, która regularnie prezentuje zatrważające raporty. W tym miejscu możecie wpisać dany produkt kosmetyczny (ale nie tylko) i sprawdzić czy został on przebadana przez Que Choisir oraz jak wypadły testy jego toksyczności.

Z tego typu doniesieniami często nie zgadza się choćby Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego, twierdząc, że każdy produkt wyprodukowany w Unii Europejskiej musi przejść specjalistyczne testy bezpieczeństwa. Jednak Mimo tego w głowie zapala się czerwona lampka ostrzegawcza. W kontrofensywie występuje duża liczba lekarzy, specjalistów, czy osób propagujących zdrowy tryb życia, którzy jednogłośnie twierdzą, że najpopularniejsze, produkowane masowo kosmetyki to istny tygiel szkodliwych związków chemicznych. Komu wierzyć?

Wieczne poszukiwanie piękna

Człowiek już w chwili, gdy pierwszy raz ujrzał swoje oblicze w tafli wody, zauważył swoje niedoskonałości i zrodziło się w nim pragnienie usunięcia lub zatuszowania tychże defektów. Już od najdawniejszych czasów szukaliśmy sposobów na piękno i od dawien dawna również zatruwamy się w imię doskonałego wizerunku. Wspomnieć należy między innymi starożytny Egipt, gdzie kosmetyki były przejawem wytwornego życia We wspomnianym państwie faraonów stosowano chociażby szkodliwą biel ołowianą, który to pigment rozjaśniał cerę i pełnił funkcję pudru. Historia higieny i kosmetologii niejednokrotnie zataczała koło. W starożytnej Grecji zbliżały one ludzi do boskiego ideału – Afrodyty, a w średniowieczu zagadnienia te zupełnie upadły, pozostawiając ludzi w skrajnie niehigienicznych warunkach pełnych wszechobecnego odoru (wtedy to też ogromną popularnością cieszyły się pachnidła, które miały te przykre zapachy zakamuflować). Okres międzywojenny XX wieku to znów „boom” przemysłu kosmetycznego, kiedy to trendy wizerunkowe wyznaczały gwiazdy filmowe reklamujące rodzące się potęgi segmentu pielęgnacyjnego na rynku.

Królowa Nefretete
Królowa Nefretete to idealny przykład klasycznego podejścia do piękna i kosmetyków

Z większymi i mniejszymi zmianami okres ten trwa do dziś. Nadal dążymy do zewnętrznego piękna, czasami nie zważając na środki. Gdzie nas to prowadzi? Wprost do różnych chorób, w tym chorób autoimmunologicznych takich jak Hashimoto, gdzie to toksyny określa się jako jedne z pierwszych „wyzwalaczy” choroby autoimmunologicznej. Nie można stwierdzić, że te trujące substancje zawarte w kosmetykach są największą przyczyną zwiększającej się zachorowalności wśród społeczeństwa. Nie można jednak również temu zaprzeczyć. Dodatkowo nie bez znaczenia jest fakt stosowania dużej ilości kosmetyków przez kobiety, które być może z tego również powodu częściej niż mężczyźni chorują na choroby autoimmunologiczne, w tym Hashimoto.

Trochę biologii, chemii i dużo zdrowego rozsądku

Pamiętajmy, że skóra, na którą nakładamy wszelkie środki kosmetyczne to nasz największy organ. Toksyczny środek przedostaje się przez nią i istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że dotrze bezpośrednio do naszego krwiobiegu. Reakcja naszego organizmu na taką sytuację może być bardzo różna, od braku symptomów do ostrych alergii. Te ostatnie wraz z wszelkimi reakcjami toksyczno-podrażnieniowymi (pokrzywki, świąd skóry, swędzenie itp.) to wyraźne sygnały, aby odstawić dane substancje. „Gorzej” jeśli symptomy są znacznie subtelniejsze (bóle głowy, osłabienie, mgła mózgowa), a my jako powód ich występowania podajemy zmiany pogody, niewyspanie itp.

Od czego zależy nasza wrażliwość i reakcja na kosmetyki?

  • Od składu jakościowego i ilościowego produktu
  • Od rasy człowieka i rodzaju jego skóry
  • Od aktualnego stanu fizjologicznego organizmu
  • Od indywidualnej wrażliwości na poszczególne składniki produktu

Reakcje toksyczno-podrażnieniowe ograniczają się do miejsca kontaktu z substancją, która je wywołała i pojawiają się zazwyczaj w przeciągu 24 godzin. Takie symptomy powinny szybko minąć w przypadku odstawienia danej substancji. Lżejsze reakcje tego typu występują najczęściej u ludzi z suchą i cienką skórą, u dzieci, seniorów, osób z atopowym zapaleniem skóry oraz stosujących kortykosteroidy (leki o działaniu przeciwzapalnym, przeciwalergicznym i immunosupresyjnym; naturalnie kortykosteroidy w organizmie ludzkim są wytwarzane przez nadnercza). Groźniejsze reakcje alergiczne w związku ze stosowaniem kosmetyków występują po uprzednim uwrażliwieniu, przy drugim lub trzecim kontakcie organizmu z alergenem. Nie ograniczają się one do jednego miejsca i mogą być bardzo niebezpieczne (mogą wywołać np. dychawicę oskrzelową).

Widoczna, wyraźna reakcja organizmu nie jest jedynym dowodem na to, że dany kosmetyk (lub inne: alkohol, pożywienie itd.) szkodzi!  Symptomów może być znacznie więcej lub mogą w ogóle nie występować.

Na jakie substancje zawarte w kosmetykach szczególną uwagę powinny zwrócić osoby z chorobą Hashimoto?

  • Ksenoestrogeny – działają one jak estrogeny, tym samym zwiększając zapotrzebowanie na hormon tarczycy, przez co mogą niekorzystnie wpłynąć na poziom TSH. Występują w parabenach, a więc konserwantach, które są wręcz zmorą współczesnego rynku kosmetycznego. Są one obecne nawet w najdroższych, konwencjonalnych kosmetykach. Parabeny mogą powodować nowotwory piersi i bardzo negatywnie wpływają na zarodek oraz płód przez co nie wolno ich stosować w czasie ciąży i podczas laktacji. Ksenoestrogeny występują równie m. in. w soi i bisfenolu A (najpowszechniej występuje w produktach z plastiku wykonanego z poliwęglanów, papierze termicznym do drukarek fiskalnych i jako powłoka wewnątrz puszek). Bisfenol A może dodatkowo przyczynić się do wyłączania receptorów hormonu T3!
  • Triklosan – środek widniejący jako zabroniony na liście amerykańskiej Agencji do spraw Żywności i Leków (FDA) z powodu szkodliwości dla gruczołu tarczycowego. Przypomina on swoją budową hormony tego narządu. Zawierają go mydła i żele antybakteryjne, lakiery do włosów, czy pasty do zębów. Dłuższe stosowanie triksolanu ma działanie rakotwórcze i źle wpływa na zarodek lub płód.
  • Metale ciężkie i półmetale – nasz organizm musi sobie z nimi radzić w zasadzie codziennie, np. z powodu spalin wydzielanych przez auta. Aby ułatwić mu detoksykację warto zrezygnować z części kosmetyków, które to często zawierają większe lub mniejsze ilości: niklu, chromu, talu a nawet ołowiu, kadmu, berylu, rtęci czy arsenu. Badania Environmental Defence Canada były bezlitosne w tej kwestii dla wielu kosmetyków stosowanych przez kobiety – popularny błyszczyk z „wyżej półki” zawierał ponad 700 razy więcej arsenu niż dopuszczają normy oraz 10 razy więcej ołowiu.

O swoim przypadku pisze Izabella Wentz (autorka książki „Hashimoto. Jak w 90 dni pozbyć się objawów i odzyskać zdrowie”), która to dwa lata po remisji choroby Hashimoto, zaczęła zauważać gwałtowne pogarszanie się jej stanu zdrowia. Symptomy wskazywały na zatrucie metalami ciężkimi (zmęczenie, duszności, huśtawki nastrojów, wypadające włosy, anemia, podwyższony poziom TSH; wymagane było podniesienie dawki leku na tarczycę) i badania moczu to potwierdziły – poziom arsenu był znacznie powiększony (810 ug/g Cr przy normie wynoszącej 138 ug/g Cr). Izabella zbadała wszelkie możliwe źródła arsenu, na które mogła natknąć się w ostatnim czasie, jednak winowajcą okazał się błyszczyk, który stosowała. Już na następny dzień po jego pierwszym użyciu obudziła się zmęczona, z bólem gardła i powiększonymi węzłami chłonnymi! Wentz wyjaśnia, że arsen uaktywnił u niej uśpiony wirus Epsteina Barra, który zaczął wywoływać dotkliwe symptomy. Aby powrócić do zdrowia autorka musiała zastosować wiele kuracji (w tym kurację przeciwko toksynom i leczenie nadnerczy) – to wszystko przez błyszczyk do ust, którym zatruwała się kilka razy dziennie!

Pamiętajcie, że wchłanianie toksyn przez wargi jest zwiększone, ponieważ pod skórą ust znajduje się błona śluzowa, a dodatkowo oblizując wargi możemy połknąć zatrutą substancję.

  • Fluor – ciągle trwa dyskusja między wieloma dentystami, gdzie jedni twierdzą, że związek ten nie wpływa negatywnie na organizm ludzki, a drudzy wprost przeciwnie. Fluor jest dziś wszechobecny – np. w wodzie, jednak jego najbardziej toksyczną formą jest fluorek sodu zawarty właśnie w pastach do zębów. Znamienne jest również to, że jeszcze przed wynalezieniem innych leków to fluor pełnił rolę leku hamującego nadczynność tarczycy (stosowano dzienne dawki od 2 do 5 mg).

Dodatkowo trzeba zwrócić uwagę na takie szkodliwe składniki jak:

W kremach, płynach do demakijażu, balsamach, mleczkach kosmetycznych:

  • Parafina (zwróć uwagę na następujące nazwy na etykiecie: Mineral oil, Petrolatum, Paraffin Oil, Paraffinum liquidum, Paraffinum solidum) – tani surowiec, rozpuszczalnik, który daje pozorne uczucie „natłuszczenia”. Parafina otrzymywana jest z ropy naftowej i uniemożliwia absorbowanie cennych składników z kosmetyków.
  • Glikol propylenowy (Propylene Glycol, PG, Xylene Glycol, Polyethylene Glycol (PEG) – glikol polietylenowy, PEG-20 Gliceryl Laurate, PEG (4-200), Butylene Glycol) – rozpuszczalnik innych składników kosmetycznych, który nadaje lepkości i konsystencji. Składnik ten wywołuje stany zapalne (łojotokowe, atopowe, dermatitis, eczema), degraduje strukturę naskórka przez co wzmaga wchłanianie innych składników, również tych szkodliwych. Przyczynia się również do nasilenia trądziku różowatego i pospolitego.
  • Wazelina (vaselinum, petrolatum) – otrzymuje się ją z ropy naftowej. Wbrew pozorom wazelina nie jest tłuszczem i nie nawilża! Utrudnia ona za to oddychanie skóry, izoluje ją, upośledzając tym samą swobodne wydzielanie łoju i transpirację.

W szamponach, maseczkach, odżywkach i lakierach do włosów:

  • Quaternium, poliquaternium – syntetyczne polimery, które mają działanie konserwujące oraz kondycjonujące (maskują wady oraz uszkodzenia włosów). Wywołują one alergiczne kontaktowe zapalenie skóry.
  • Imidazolidinyl urea, Diazolidinyl urea, DMDM hydantoin, Bromonitropropane diol, Tris (hydroxymethyl) nitromethane – składniki te wydzielają formaldehyd, który jest rakotwórczy i drażniący. U dziewcząt i młodych kobiet mogą one wywołać nadmierne owłosienie. Powodują zaburzenia czynności gruczołów łojowych i hormonalnych (dokrewnych, w tym tarczycy!)

W żelach do mycia, mydłach w płynie, szamponach, płukankach do ust, żelach do higieny intymnej:

  • SLS, SLE (Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Ammonium Lauryl Sulfate, Sodium Myreth Sulfate, Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate) –  anionowe związki, które pełnią funkcję emulgatorów i są pianotwórcze. Znamienne jest to, że początkowo były używane do mycia aut, okrętów, maszyn i silników… Substancje te często są zanieczyszczone rakotwórczymi składnikami, wysuszają skórę, uszkadzają skórę i błony śluzowe narządów płciowych, a także mogą nasilać łuszczycę i trądzik różowaty.

W pudrach, szminkach, podkładach, cieniach:

Kosmetyki „kolorowe” to – jak już zostało wspomniane – istna mieszanka szkodliwych składników, w tym również metali. Można w nich znaleźć m. in.: Litopon, Żółcień chromowa, Brunat miedziowy, Chromoksyd … lista jest długa. Tego typu kosmetyki określa się jako komedogenne, a więc „zapychające”, czego rezultatem są zwyrodnienia gruczołów łojowych i powstawanie zaskórników.

Uważajcie szczególnie na następujące substancje: kwas olejowy (oleinowy;oleic acid), Mirystynian izopropylu (isopropyl myristate), Izostearynian izopropylu (isopropyl isostearate), Skwalen (squalen) oraz mieszaniny minerałów z syntetycznymi estrami kwasów tłuszczowych, z wazeliną, parafiną, glikolami.

W dezodorantach, antyperspirantach:

Środki te przez wielu specjalistów są uznawane jako jedna z przyczyn powstawania raka piersi u kobiet. Zakłócają one funkcję węzłów chłonnych i przenikania limfy oraz hamują wydzielanie i wydalanie potu, który to pełni funkcje oczyszczające.

Zwróćcie szczególną uwagę na takie substancje jak: Chlorowodorotlenek glinu ACH(do 15%), Kompleks ACH+glikol propylenowy(do 25%), Chlorowodorotlenki glinowo-cyrkonowe(do 5,4%), Fenolosulfonian cynku(do 6%), Undecylenian cynku (środek nie uregulowany prawnie!), Ałun potasowy (środek nie uregulowany prawnie!), Dichlorofen, Triclosan (długo stosowany działa rakotwórczo oraz ma bardzo zły wpływ na płód), Fentichlor i zabronione Bitionol oraz Rycynoleinian cynku.

W filtrach szerokozakresowych (np. przeciwsłonecznych):

  • Benzofenony (Benzophenone)
  • Drometriazole Trisiloxane

Patrząc na te obszerne listy człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego środki kosmetyczne zawierające powyższe substancje są dopuszczone do sprzedaży oraz dlaczego mimo toksyczności są tak chętnie kupowane? Wygrana z dużymi koncernami kosmetycznymi, z milionowymi budżetami marketingowymi, z punktu widzenia jednostki jest nierealna. Pozostaje nam osobiste dokonywanie właściwych wyborów konsumenckich oraz nakłanianie do tego innych. W imię zdrowia swojego i swoich bliskich.

Postaw na naturę

Jest wiele producentów, którzy idąc bardzo pozytywnym trendem wellness, oferują nam kosmetyki organiczne, oparte na naturalnych składniach i nie zawierające szkodliwych substancji. Można to odczuć nawet w popularnych, „masowych” drogeriach, jednak tam konwencjonalne kosmetyki nadal królują i zajmują najwyższe, „najlepsze” półki.

Szukając na rynku zdrowych alternatyw znaleźliśmy propozycję produktową polskiej firmy Organic Life, która oferuje w pełni naturalne kosmetyki oparte na wyciągach ze świeżych roślin leczniczych, pochodzących z plantacji botanicznych, wolne od parabenów, SLS, PEG-ów, silikonów czy olei mineralnych. Uważnie przyglądamy się poczynaniom tej firmy na rynku, zwłaszcza, że jest ona w fazie dynamicznego rozwoju i planuje wdrożenie kilku nowych grup produktowych, w tym np. ekologicznych środków czystości oraz suplementów. Jesteśmy w trakcie testowania ich kosmetyków i w kolejnym artykule z tej serii przedstawimy Wam naszą recenzję tychże.


Poprzez tę publikację w żaden sposób nie odpowiadamy za sposób leczenia stosowany przez czytelników. Artykuł ten posiada szereg porad oraz metod, które czytelnik wdraża u siebie na swoją własną odpowiedzialność. Pamiętaj, że podstawą do podjęcia jakichkolwiek kroków w kwestii leczenia powinna być konsultacja u odpowiedniego specjalisty/lekarza.

Dodaj komentarz